Ruchome Obrazki

nieregularnik filmowy

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni to moim skromnym zdaniem największy przegrany oskarowych nominacji. Szczerze mówiąc nigdy bym nie przypuszczał że genialny obraz Cristiana Mungiu zostanie wyprzedzony przez chociażby zwyczajnie średni Katyń Andrzeja Wajdy. Niezbadane i niezrozumiałe czasami są wyroki Akademii Filmowej, proponuję nie zważać na nie i film, o którym traktuje ta recenzja, koniecznie obejrzeć.

Rzecz dzieje się w Rumunii u schyłku komunizmu. Jedna ze studentek postanawia poddać się zabiegowi nielegalnej aborcji, a jej przyjaciółka zamierza jej w tym pomóc. Film koncentruje się na dwóch zgoła różnych dramatach ludzkich. Pierwszy dotyczy jednostki, czyli nieszczęsnej dziewczyny, która „zaliczyła wpadkę” i chce się ciąży pozbyć, ale także jej koleżanki, która z czystej lojalności wplątuje się w tragiczną sytuację. Z drugiej strony widzimy uciśniony naród, czekający na zmiany, zmęczony, przestraszony, nie mający wielkich nadziei na normalną przyszłość. Widzimy go jednak w tle, ledwie majaczący nam za dramatem głównych bohaterek, a jednak zauważalny.

Mungiu koncentruje się jednak na ludziach, ukazując nam ich w całości, kompletnie, bez wybielania, bez tłumaczenia. Nie rozwodzi się nad samą decyzją o usunięciu ciąży, pokazuje jej konsekwencje lecz bez zbędnego moralizatorstwa. Robi to wszystko raz ze sporą dosłownością, innym razem nabierając do bohaterów dystansu, co buduję wręcz niesamowitą atmosferę. Ukazuje nam człowieka. Nie dobrego, nie złego, po prostu człowieka, który podejmuje decyzje i jest zmuszony przyjąć ich konsekwencje. Nawet temat, jakże kontrowersyjny, schodzi na bok. Widz zostaje wciągnięty w opowiadaną historię i przeżywa ją wspólnie z dwiema dziewczynami.

Warto zaznaczyć, że 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni nie jest filmem lekkim. Wychodzimy z seansu przytłumieni, zamyśleni i ten stan przez jakiś czas się utrzymuje. Nie należy się jednak zrażać. Jest to jedna z tych produkcji którą trzeba zobaczyć, która porusza, lecz nie robi tego na siłę. Złota Palma w Cannes nie może być przypadkiem, liczne nagrody na innych festiwalach też nie. Warto iść do kina choćby po to, by przekonać się, że o Oskary wcale nie muszą walczyć najlepsze filmy.

Ocena: 6/6

styczeń 29, 2008 Opublikował/a Piotr Michałowski | Recenzje | | Nie ma jeszcze komentarzy