Ruchome Obrazki

nieregularnik filmowy

Szklana pułapka 4.0

Jeden z największych twardzieli dużego ekranu, nieustraszony John McClane, powrócił. Bez wiecznie ubrudzonego podkoszulka, z mniejszą ilością włosów, jednak ciągle ze swoim słynnym uśmiechem na twarzy, jest gotów ponownie stanąć po stronie prawa i skopać kilka tyłków. Mimo jego wieku, zadanie, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć, jest o wiele trudniejsze niż te, z którymi spotykał się dotychczas. Otóż grupa terrorystów, z pomocą kilku uzdolnionych hakerów, zdołała przejąć kontrolę nad wszystkim, co sterowane jest za pomocą komputerów, czyli w przypadku USA nad prawie wszystkim, co istnieje. Akcja zwana „wyprzedaż po pożarze” wprowadza w Stanach chaos i tylko jeden człowiek, a jakże, z pomocą młodego hakera, może przeszkodzić terrorystom.

Szklana pułapka 4.0 to typowy film akcji. Cała seria zresztą koncentrowała się na strzelaninach, wybuchach itp. itd. W czwartej części jest tego chyba nawet więcej niż w poprzednich trzech razem wziętych. Korzystając z rady mistrza kina grozy – Alfreda Hitchcocka – twórcy Live Free or Die Hard postanowili rozpocząć swój obraz od wybuchu, a dokładnie od strzelaniny, a potem starają się trzymać nas w napięciu.

Wychodzi im to różnie. Owszem, na brak kul przeszywających powietrze i wrogów Johna McClane’a nie można narzekać. Na spektakularne, indywidualne akcje doświadczonego policjanta przeciw kilku terrorystom jak najbardziej możemy liczyć, jednak tym razem momentami twórcy nieco przesadzają. Rozumiem, że wszystkie elementy otoczenia strzelaniny z niewyjaśnionego powodu sprzyjają stojącym po stronie prawa, jednak czasami dziwi w jaki sposób John, na pewno nie profesor fizyki czy matematyki, z taką łatwością oblicza kąty upadku, spadku, odbicia, wybicia i czego jeszcze chcecie, aby sprawić, że na przykład samochód puszczony samotnie w stronę wyjazdu z tunelu, jest w stanie zniszczyć helikopter.

Takich „kwiatków” jest jednak tylko parę, i nie drażnią zbytnio podczas seansu, ba, wprowadzają nawet element humorystyczny do całego filmu. O wiele bardziej męczące są patetyczne, wzniosłe, pełne „mądrości” wypowiedzi Johna na tema bycia bohaterem, jak ciężki i niewdzięczny to kawałek chleba. „Nie wiem, nie przeżyłem, nie interesuje mnie to, lepiej kogoś zabij lub coś wysadź” – chciałoby się w takim momencie powiedzieć.

Szklana pułapka 4.0 miała być bezpretensjonalnym, nie wymagającym wysiłku szarych komórek, typowym filmem akcji i w tych kategoriach jak najbardziej się sprawdza. Patrząc jednak na pomysły twórców odnoście finezji bohaterów filmów w niszczeniu wszystkiego i wszystkich, podczas seansu zacząłem się obawiać, co w takim razie będzie w stanie zrobić Rambo w najnowszej części swoich przygód? Za pomocą noża wyciąć w pień całą Al-Kaidę? Oby nie. W każdym razie na Szklaną pułapkę 4.0 warto iść, choćby po to, by po raz kolejny usłyszeć Yippee-ki-yay, motherfucker.

Ocena: 4/6

lipiec 8, 2007 - Opublikował/a Piotr Michałowski | Recenzje | | 2 komentarzy

2 komentarzy »

  1. Muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony zawartością tego bloga. Jest kilka powodów ku temu: rzetelna ocena filmów, ciekawa argumentacja, a przede wszystkim, co się bardzo rzadko zdarza, wyważony język oraz brak błędów składniowych, stylistycznych i ortograficznych w recenzjach. Kolega Piotrek się popisał. Jedno jest pewne: będę tu często zaglądał i czytał te świetne artykuliki.

    komentarz - autor: Bunny | lipiec 21, 2007 | Odpowiedz

  2. a ja jakoś nie strawiłem, mniej więcej od pierwszych minut (bomba w komputerze hackera? to jak by umieścić zdechłą mysz w potrawce dla królowej Anglii i mieć nadzieję, że kucharz się nie zorientuje :P) było coraz gorzej… te wszystkie strzelaniny, biegi, skoki… sam mcclane wygląda na znudzonego, zblazowanego i zmęczonego tym wszystkim, mi się udzieliło :D

    komentarz - autor: palik | sierpień 8, 2007 | Odpowiedz


Dodaj komentarz