Ruchome Obrazki

nieregularnik filmowy

Iluzjonista

Kiedy byłem małym chłopcem pasjonowałem się iluzjonistami, magikami, czarodziejami. Zobaczenie chociażby sztuczki polegającej na wyciąganiu królika z kapelusza sprawiało mi wielką radość. Z wypiekami na twarzy oglądałem w telewizji występy Davida Copperfielda przechodzącego przez Wielki Mur Chiński i sprawiającego, że znikał samolot, pociąg oraz Statua Wolności. Byłem świadom, że to zwykła sztuczka, jednak niemożność logicznego wyjaśnienia tego, co widziałem, nadawała całemu widowisku nieco magii. Pierwsze miesiące tego roku obudziły stare pasje za sprawą dwóch filmów: Prestiżu i wchodzącego właśnie na ekrany naszych kin Iluzjonisty.

Porównania między produkcją Christophera Nolana i obrazem Neila Burgera są nieuniknione, należy jednak na wstępie zaznaczyć, że są to filmy trochę inne. Iluzjonista, w odróżnieniu do Prestiżu, będącego pełną magii zabawą reżysera z widzem i grą konwencjami, jest raczej baśniowym dramatem podszytym niezwykłymi sztuczkami tytułowej postaci.

Fabuła koncentruje się na Eisenheimie – iluzjoniście wystawiającym w Wiedniu niesamowite spektakle. Zdobywa on coraz większy rozgłos, jest uznawany za magika, wzbudza także zainteresowanie księcia Leopolda – sceptyka, gotowego bezlitośnie obnażyć wszystkie jego triki. Do jednej ze sztuczek książe zgłasza swą piękną narzeczoną – Sophie, która okazuje się być wielką miłością Eisenheima z dzieciństwa. Między iluzjonistą i pretendentem do tronu rozpoczyna się walka o urodziwą kobietę. Walka, w której magia, iluzja i intrygi przenikają się wzajemnie…

Neil Burger stworzył film niezwykły. Odwagą w zabawie z widzem dorównuje samemu Nolanowi – mistrzowi w tej dziedzinie. Sprawnie wodzi nas za nos, z jednej strony przekonując, że mamy do czynienia z prawdziwą magią, z drugiej pozostawiając małą dozę niepewności, że może to tylko sprawnie wykonana sztuczka. Historia głównego bohatera na szczęście nie jest tylko tłem dla iluzjonistycznych popisów. Edward Norton stworzył bardzo wiarygodną postać, bezgranicznie zakochaną w pięknej Sophie, gotową zrobić wszystko, aby być z nią. Eisenheim jest przy tym osobą bardzo inteligentną i przebiegłą, co sprawia, że do samego końca nie jesteśmy pewni, czy wyjdzie z potyczki z księciem zwycięsko.

Niebagatelną rolę w budowaniu klimatu filmu miały zdjęcia. Współczesna Praga, udająca Wiedeń początków XX wieku, wygląda baśniowo. Przygaszone zdjęcia, niczym ruchome, akwarelowe obrazy, zachwycają. Dick Pope wspiął się na wyżyny swoich możliwości, prezentując nam miasto pełne magii i tajemnicy. Dzielnie dotrzymuje mu kroku Philip Glass, którego utwory, słyszane delikatnie w tle, zostawiają po sobie wyraźny ślad w naszej pamięci. Nie mamy tu do czynienia z wyrazistymi kompozycjami, ot trochę dźwięków pobrzmiewających na drugim planie, mających jednak ogromny wpływ na budowanie nastroju filmu.

Iluzjonista jest filmem świetnym. Nie byłby nim bez Edwarda Nortona, bez zdjęć Dicka Pope’a i bez muzyki Philipa Lassa. Nie byłby jednak nim przede wszystkim bez sprawnej ręki reżysera – Neila Burgera – który połączył to wszystko w spójną całość, a przy tym nadał całej produkcji magiczny, tajemniczy nastrój. Powstał w efekcie obraz ciekawy, wciągający i pięknie zrealizowany. Polecam.

Ocena: 5/6

kwiecień 1, 2007 Opublikował/a Piotr Michałowski | Recenzje | | Nie ma jeszcze komentarzy